1

O nieporozumieniach dotyczących O.T.O.

 

2

We wrześniu 2015 roku trójmiejskie ciało lokalne O.T.O., Oaza Shangri-La, zorganizowało otwarte spotkanie z cyklu „Cafe Thelema”. Tematem przewodnim była kwestia nieporozumień dotyczących O.T.O. Miałem możliwość nie tylko prowadzić to spotkanie, ale przede wszystkim podzielić się własnym doświadczeniem w O.T.O., którego członkiem jestem od kilkunastu lat.

Wokół O.T.O. narosło wiele mitów i nieporozumień, które nie wynikają z sekretności tej organizacji, lecz z ignorancji, skłonności do rozsiewania pikantnych plotek i nieprawdziwych informacji, zwykłego zacietrzewienia, kompleksów, buntowniczej postawy, w obrębie której w „dobrym” tonie jest zachować polityczną niepoprawność i wreszcie, z infantylnej wiary w każde słowo, które można znaleźć w Internecie.

W latach 2003–2006 służyłem w londyńskiej loży AMeTh jako sekretarz organizujący spotkania z zainteresowanymi kandydatami do O.T.O. Podczas tych trzech intensywnych lat miałem możność spotkać się z wieloma potencjalnymi członkami i odpowiedzieć na setki, jeśli nie tysiące maili, w których zadawano przeróżne pytania. Rzecz miała się podobnie od 2008 roku w Polsce, kiedy to O.T.O. rozpoczęło aktywności na terenie naszego kraju. Poruszane kwestie posłużyły mi za punkt wyjścia do zorganizowania wspomnianego spotkania i napisania tego tekstu.

 

*** ***** ***

Zacznijmy zatem od początku. Czy O.T.O. to faktycznie organizacja sekretna? W broszurze informacyjnej na temat tej organizacji W. T. Smith (Ramaka X) napisał: „O.T.O. to poważny i tajemny zakon, którego najważniejszym celem jest zabezpieczenie i poszerzanie Wolności Jednostki w Świetle, Mądrości, Zrozumieniu, Wiedzy i Mocy. Można tego dokonać dzięki takim cechom, jak Piękno, Odwaga i Inteligencja, które stanowią Podstawę Uniwersalnego Braterstwa.”

Osobiście kwestionuję ideę „sekretności”. Przede wszystkim organizacja, której program dotyczy praw człowieka nie może być antyspołeczna. Musi zdecydowanie wchodzić w społeczne relacje i aktywnie w nich uczestniczyć. Odwołując się do naszego podwórka, pamiętajmy o tym, iż O.T.O. jest zarejestrowane przez Krajowy Rejestr Sądowy, a tym samym rozpoznane jako byt prawny przez organy państwowe. Trudno tu mówić o sekretności, prawda?

Nie stronimy od piękna i bolączek świata. Jedną z idei przyświecających przekazowi Księgi Prawa jest przekształcanie go w taki sposób, by egzystencja stała się czystą radością. Nie osiągniemy tego celu chowając się w piwnicy wypełnionej gęstym kadzidłem, od którego szybciej nabawimy się astmy niż doświadczymy oświecenia.

Nie oznacza to, iż O.T.O. nie ma „tajemnic”. Te dotyczą głównie niechęci do ujawniania przebiegu inicjacji. Powód takiego postępowania jest bardzo prosty. Otóż, inicjacja w O.T.O. to swoistego rodzaju rytuał dramatyczny, opierający się do pewnego stopnia na zaskoczeniu kandydata, który nie jest w stanie przewidzieć rozwoju wydarzeń. Nie ma sensu niwelować psychologicznego zaskoczenia. To po prostu może osłabić impet doświadczenia, a przecież nie o to nam chodzi.

Chęć do otrzymania inicjacji to chęć do bycia zaskakiwanym. To pragnienie, by życie igrało z nami, a my z życiem. To zew przygody. To dialektyka pomiędzy tym, co świadome, a nieświadome. Symbole i wyobrażenia tworzą zasłonę, która skrywa przesłanie. Kandydat musi aktywnie starać się przedrzeć przez nią, by samemu odkryć jego treść. Tekst inicjacji tworzy istotną narrację dla opowieści, lecz jej zakończenie można odkryć jedynie w swym sercu.

 

*** ***** ***

To prowadzi nas do kolejnego nieporozumienia: w O.T.O. powiedzą Ci, co robić.

Nic bardziej mylnego. Wprawdzie mamy pewną hierarchię i podział na stopnie, ale nie ma to nic wspólnego z wyścigiem w walce o kolejne odznaczenia i dyplomy, czy z dupkami na samej górze inicjacyjnej drabiny, którzy tylko wymyślają, jak wykorzystać tych na dole do swych celów. Struktura hierarchiczna ma na celu jedynie zabezpieczenie rzetelności naszej pracy, właściwego wykonywania inicjacji (bez własnych odchyleń i widzi mi się), a także rozwiązywanie sporów między członkami (nie, w szeregach O.T.O. nie ma samych siwych mędrców, którzy są tak oświeceni, że ciężko im przestać lewitować).

Wiele osób wyrażających chęć wstąpienia do O.T.O. marzy o przydzieleniu guru lub osobistego instruktora. To tak nie działa. Głównym źródłem „nauczania” jest wnętrze „nauczanego”. Można powiedzieć, że inicjacja jest procesem rozpoznania tego, co już dawno wiemy i kim jesteśmy. Katalizatorem umożliwiającym proces autoedukacji jest inicjacja. W jej trakcie kandydat zostaje wystawiony na uwarunkowania, które skupiają jego uwagę na trzech głównych czynnikach konstytuujących ludzką egzystencję: narodzinach, życiu i śmierci. Odpowiadają nim rytuały inicjacyjne I, II i III stopnia. Wtajemniczony ma możliwość wglądu w to, co czyni go człowiekiem. Po przejściu fizycznej ceremonii może kontemplować nad jej przebiegiem i pracować w celu nawiązania relacji pomiędzy narracją inicjacji, a jego osobistym życiowym doświadczeniem. Dzięki temu szuka odpowiedzi na trzy istotne kwestie: skąd przybył, kim jest i dokąd zmierza. W trakcie luźnych rozmyślań zaczyna widzieć, na czym polega proces formowania się woli, słyszy jej treść, a także wie, jak ją urzeczywistnić. To bardzo osobisty trip. Nikt nie może odbyć go za nas. Nikt nie może kategorycznie nakazać nam wykonanie iluś tam czynności celem osiągnięcia spełnienia. Jak zauważył Crowley, „program nauczania w O.T.O. ustala samo życie”. Dodałbym, indywidualne i wyjątkowe życie każdego z nas.

Wtórują temu słowa z De Lege Libellum: „Twoim kaznodzieją jest sama Natura, która głosi prawdę w każdym zjawisku siły i ruchu.” System O.T.O. polega na tym, by kandydat nauczył się, jak wyczulić swe zmysły na podszepty Natury.

Należy przy tym pamiętać, że samo przejście inicjacji w godzinnej bądź dwugodzinnej ceremonii nie wystarczy. To dopiero początek, a nie koniec naszej ciężkiej pracy.

Niektórzy krytycy systemu O.T.O. zarzucają mu brak powagi, a to dlatego, iż pomiędzy przejściem poszczególnych inicjacji i stopni nie wymaga się zdania testów i przejścia prób, jak ma to miejsce na przykład w A∴A∴. Wydaje mi się, iż kompletnie nie zrozumieli, na czym polega prawdziwa moc systemu. Cykl inicjacyjny odzwierciedla naturalny przebieg ludzkiej egzystencji. Kandydat ma zdolność do przyśpieszenia bądź spowolnienia go (pamiętasz Liber Oz? „Człowiek ma prawo umrzeć kiedy i jak chce.”), ale przecież nikt nie przechodzi egzaminów przed śmiercią. Próba nałożenia sztucznych regulacji mija się kompletnie z celem. Pozostawmy wszystko swemu naturalnemu procesowi, cieszmy się doświadczeniem i dostosowujmy się do uwarunkowań, jakie spotykamy na swej drodze.

Możesz zapytać, „jak to działa, skoro nie ma ani nauczyciela ani egzaminów?” To bardzo proste. Thelema kładzie nacisk na indywidualność, na wzięcie odpowiedzialności we własne ręce. Inicjacje O.T.O. operują na dwóch poziomach. Po pierwsze, dostarczają filozoficznego wglądu w naturę ludzkiej egzystencji (stopnie triady Człowieka Ziemi). Ten z kolei sprawia, iż po prostu nie marnujemy danego nam czasu na zbędne czyny i rzeczy. Po drugie, sugerują techniki pomocne w wykorzystaniu owego czasu do maksimum (stopnie triady Kochanka i triady Eremity). Instrukcje zawoalowane są pod postacią alegorii i metafory, albowiem istotnym czynnikiem w ich implementacji jest pragnienie kandydata. Musi ono być szczere, czyste i mocne. W innym wypadku nie odsłonimy zasłony tajemnicy.

W tym samym czasie w O.T.O. spotykamy mnóstwo ludzi, którzy przeszli już tę drogę, albo są w zaawansowanej fazie eksperymentowania z inicjacyjnymi technikami. Działamy w duchu braterstwa, dlatego zawsze możesz liczyć na ich pomoc, refleksję, otuchę i zwykły uśmiech. Często zwykła rozmowa z bardziej doświadczonymi członkami może prowadzić do najważniejszych osobistych odkryć.

 

*** ***** ***

W tym kontekście na myśl przychodzi kolejne nieporozumienie. iż działalność O.T.O. ma charakter grupowy. Takie postawienie rzeczy to duże uproszczenie. O ile przebieg inicjacji wiąże się z obecnością innych członków i oficerów inicjujących, o ile Msza gnostycka (główna ceremonia O.T.O. odprawiana prywatnie i publicznie) wymaga i oficerów, i kongregacji, tak faktyczna praca jest indywidualna i wewnętrzna. Pozyskane instrukcje trzeba zinternalizować i odnieść do własnego życia. W tym kontekście inicjacyjna komnata jest niczym innym, jak salą luster, zaś oficerowie to aktorzy, którzy zebrali się na krótki okres czasu, by wystawić interaktywny dramat, w którym główną rolę odgrywa kandydat. Kiedy spektakl kończy się, pozostaje on sam, wzbogacony o nowe doświadczenie i potencjał. Inicjacja jedynie rozpoczyna proces podróży w głąb indywidualnego i niepowtarzalnego w swym pięknie wnętrza. To osobista, nie grupowa rzecz.

Niemniej jednak nie można zaprzeczyć, iż wiele lokalnych ciał O.T.O. organizuje warsztaty, prelekcje, wspólne wypady do teatru i kina, bankiety, czy też zwykłe imprezy. Po prostu celebrowanie życia i danego nam tu czasu jest radośniejsze, kiedy odbywa się w gronie przyjaciół, których w O.T.O. nazywamy dumnie „siostrami” i „braćmi”. Nie ma jednak żadnego przymusu, by uczestniczyć w tego typu aktywnościach, by robić cokolwiek wbrew swoim inklinacjom i potrzebom. To jednostka, a nie grupa stanowi podstawowy fundament thelemy. Nie musisz przychodzić na żadne spotkania za wyjątkiem własnych inicjacji. Zadaniem O.T.O. jest asystowanie kandydatom, nie ich urabianie, pranie mózgu i uniformizacja.

 

*** ***** ***

Biorąc pod uwagę istotność jednostki nie dziwi z pewnością, iż mylna jest opinia jakoby O.T.O. miało politykę dotyczącą wierzeń i przekonań członków. Jak powiada Księga Prawa: „nie masz żadnego prawa poza czynieniem swej woli. Czyń tak, a nikt nie powie nie.” Otrzymuję sporo maili z pytaniami w stylu „co OTO sądzi na temat reinkarnacji?” lub „jaki jest stosunek OTO do…”. Nasza organizacja to nie partia polityczna ani sekta opierająca swą siłę na zastraszaniu członków i wszczepiająca specyficzny punkt widzenia. My prowokujemy do myślenia. W naszych szeregach nie znajdziesz jednomyślnej szarej masy, lecz kobiety i mężczyzn o własnych i nieraz sprzecznych poglądach. O.T.O. to społeczne laboratorium, w którym odzwierciedlane są procesy mające miejsce w rzeczywistym świecie. Dokonujemy analizy różnej maści zachowań i postaw, by wybrać to, co najlepsze. O.T.O. to Ty, to ja, to każdy, kto podpisał aplikację członkowską, otrzymał fizyczną inicjację i ma opłaconą roczną składkę.

 

*** ***** ***

Tym samym O.T.O. nie jest organizacją okultystyczną w sensie stricte, ani nie zajmuje się nauką magii ceremonialnej, jak ma to miejsce w często mylonych z nami grupach, jak Złoty Brzask, czy A∴A∴. Crowley wielokrotnie przypominał, iż thelema (a także O.T.O.) nie jest systemem przeznaczonym jedynie dla „zawodowych okultystów”. I mimo, iż posługujemy się nomenklaturą magiczno-mistyczną, tak przez magię rozumiemy Życie. Jednym z naszych celów jest umagicznienie świata – wyrwanie człowieka z letargu, by mógł w pełni doświadczyć cudowności egzystencji, gdzie każdy oddech i każdy czyn staje się rytuałem, gdzie każdy posiłek i każda kropla wody staje się sakramentem. Specyficzne słownictwo służy specyficznemu opisowi rzeczywistości. Unikamy skrajności filozofii z jej błędnym kołem rozumowania, unikamy skrajności nauki z jej chłodną mechanicznością, unikamy skrajności religii z jej ślepotą i zabobonem. W naszym laboratorium mieszamy je w odpowiednich proporcjach, a za środek bezpieczeństwa służy nam zdrowy rozsądek.

I jakkolwiek wśród naszych członków mamy wielu adeptów magii ceremonialnej, a w trakcie celebracji odwołujemy się do jej pryncypiów, tak pamiętamy, iż jej metody są środkiem, a nie celem. Wielu z nas narzuca na siebie ścisłą dyscyplinę magiczną i jogiczną, lecz nie jest ona wymagana. Tym samym w nasz poczet zaliczają się ludzie z wszelkich branż i grup społecznych. Interesuje nas bogactwo ludzkiego dziedzictwa. Ograniczenie członkostwa do okultystycznych profesjonalistów jest sprzeczne z zasadą ekscesu i poszerzania granic doświadczenia, do których nawołuje thelema.

Często słyszę również mylne opinie, iż struktura naszego systemu opiera się na Drzewie Życia. Tak nie jest. W naszym treningu nie stosujemy metafizycznego żargonu w stylu „święty anioł stróż” i „otchłań”, lecz odwołujemy do znacznie bardziej uniwersalnych zasad, które mogą bez zproblemu zaakceptować zagorzali zwolennicy materializmu. Znajomość kabały nie jest wymagana, aczkolwiek może być przydatna. Crowley, który zrewidował system O.T.O. był kabalistą i stosował Drzewo Życia jako model klasyfikacji rzeczywistości. Nie może dziwić, iż nieświadomie „przemycił” pewne kabalistyczne idee do systemu inicjacyjnego naszego zakonu. Niemniej muszę stanowczo powtórzyć: osoby nieposiadające jakichkolwiek inklinacji w tym kierunku doskonale wpiszą się w wizje i cele O.T.O.

Nie może dziwić zatem fakt, iż kryteria wstąpienia do O.T.O. są spełniane bardzo łatwo. Nie wymagamy znajomości Księgi Prawa, opanowania technik rytualnych, oświecenia, erudycji, oddania kultowi Aleistera Crowleya i innych tego typu dziwactw. Jeśli jesteś pełnoletni, jeśli jesteś wolny (nie, nie seksualnie, lecz jeśli po prostu wiesz co robisz i bierzesz odpowiedzialność za swoje czyny), jeśli cieszysz się nienaruszoną reputacją, innymi słowy, nie biegasz po forach i nie ogłaszasz, że O.T.O. to żydo-masońska organizacja mająca na celu przejęcie władzy nad światem, to masz pełne prawo do osiągnięcia wstępnych stopni w O.T.O.. O resztę zadba czas. Nasz system jest naturalnie selektywny i w tym świetle przypomina jedną z form sztuk walki. Nie jest dla każdego, chociaż każdy może spróbować swych sił. Istotny jest rezonans z estetyką danego systemu i determinacja, by pracować w jego obrębie.

 

*** ***** ***

To ze względu na powyższe O.T.O. nie traktuje siebie jako oficjalną i jedynie słuszną organizację thelemiczną. Nie, O.T.O. to nie „thelemiczny Watykan”. Autorytarna postawa nie idzie w zgodzie z duchem Prawa Światła, Życia, Miłości i Wolności. Nie mamy polityki dotyczącej relacji z innymi organizacjami. Nie mamy nic przeciwko naszym członkom pracującym w obrębie innych zakonów i grup. Nie obchodzi nas nawet to, jeśli są nastawione do O.T.O. antagonistycznie. Tak się składa, że zazwyczaj w takich organizacjach zabrania się przynależności do O.T.O. Ale to już sprawa tychże grup.

Kolejnym, często spotykanym nieporozumieniem jest to, iż thelemę traktujemy jak religię, zaś Księgę Prawa, jak chrześcijanie biblię. To fakt, iż O.T.O. jest zarejestrowane w wielu krajach jako organizacja religijna. Ma to związek z pluralistycznym i otwartym poglądem na ruchy religijne, jaki ma miejsce w tych państwach. Niemniej jednak, na innych obszarach sekcje krajowe zarejestrowane są jako stowarzyszenia, fundacje, czy nawet korporacje. Wynika to z zawiłości lokalnego systemu prawnego i chęci z naszej strony, by działać pod parasolem prawa. Jak widać sekcje krajowe cieszą się dużą niezależnością, zaś szkielet systemu jest bardzo elastyczny. Na szczęście nie spotkałem ani jednego członka O.T.O., który dosłownie wierzyłby w istnienie Nuit na niebie i Hadita w jego sercu. Daleko nam do średniowiecznego myślenia.

Księga Prawa jest podstawą formującą moralno-etyczny kręgosłup thelemy, lecz nikt nie musi jej czcić, ani zgadzać się w stu procentach. Osobiście odczytuję Komentarz tuniski, w którym czytamy, iż „mądrze jest zniszczyć jej kopię zaraz po pierwszym przeczytaniu” raczej niedosłownie. „Zniszczyć” znaczy się poddać krytycznej egzegezie i poniekąd napisać na nowo poprzez – jak to ujął Gordan Djurdjevic – dekonstrukcję interpretacyjnego autorytetu jakiegokolwiek innego czynnika poza czytelnikiem.

Podobnież, Aleister Crowley nie jest uznawany za jedyny autorytet i nie czci się go. Co więcej, mamy wśród nas wielu członków, którzy poddają jego myśl poważnej krytyce. Grunt, aby krytyka była konstruktywna. Szczęśliwie nie mamy wielu członków, którzy uważają się za jego wcielenie. Aczkolwiek otrzymuję regularnie maile od takowych potencjalnych kandydatów.

 

*** ***** ***

Na koniec nie może zabraknąć tematyki związanej z seksem. Sądzi się, iż w trakcie spotkań O.T.O. mają miejsce aktywności seksualne, zaś sekrety magii seksualnej odgrywają najważniejszą rolę w zakonnych naukach. Niestety takie wnioski można wyciągnąć nie tylko z prasy brukowej, lecz i z opracowań naukowych. Badacze nie poświęcają nawet zdania na opisanie programu społecznego, który wyłożony jest w naszych podstawowych dokumentach i skupiają na wisience zdobiącej czubek tortu. Poszukiwaczy taniej sensacji albo mocnych wrażeń muszę zmartwić. Aktywności seksualne nie mają miejsca podczas spotkań (już widzę miny zwolenników teorii konspiracyjnej: „Tak, tak…”). Magia seksualna odgrywa istotną rolę w naszej doktrynie, albowiem seks jest kluczem do zrozumienia ludzkiej natury. Jego użycie wiąże się z kontrolą mocy. Instrukcje dotyczące owej kontroli przekazywane są w postaci alegorii. Nie wpływamy jednak w żaden sposób na moralność naszych członków i nie nakłaniamy do zachowania, które nie byłoby zgodne z ich wolą. Praktyka pozostawiona jest jednostce w domowym zaciszu jeśli tylko taka jej wola.

Warto przy okazji dodać, iż nasze przepisy zakazują spożywania (a nawet posiadania) na oficjalnych spotkaniach jakichkolwiek nielegalnych substancji, a także nadużywania autorytetu celem osiągnięcia prywatnych korzyści. Złamanie tych prostych zasad wiąże się z natychmiastowym wydaleniem z organizacji.

Krytycy O.T.O. z pewnością wskażą na Liber Oz i kilka ustępów z Księgi Prawa, jak „słowem grzechu jest ograniczenie”. Cóż, skoro są skłonni do tak dosłownego przestrzegania tych zasad, to zapytam, dlaczego nie chodzą nago po ulicach rozdając Extasy?

 

*** ***** ***

 

Crowley porównywał proces inicjacji do pracy alchemików, którzy zajmują się przekształceniem bezwartościowej i nieożywionej masy w coś szlachetnego i nieśmiertelnego. Tą masą jest oczywiście kandydat, który przechodzi przez serię transformacji. Inicjacja ma na celu uszlachetnienie człowieka. Warto pamiętać o tym, co napisano w Liber 164. Odnośnie Prawa thelemy:

Nawet intelektualne eminencje oraz zdolności wykonawcze nie muszą cieszyć się szczególną aprobatą Zakonu. Osoby posiadające takie cechy otrzymają do wykonania ważną pracę i osiągną wysoki status, niemniej nie przejdą na wyższe stopnie jeśli nie wykażą się talentem do zarządzania, który zostanie zaprezentowany poprzez szlachetność charakteru, stanowczość, słodycz, takt i wyniosłość, honor i dobre maniery, w skrócie poprzez takie cechy, które w największych umysłach stanowią naturalne predyspozycje do bycia dżentelmenem. Takie postępowanie nie tylko inspiruje młodszych członków do zaufania, ale także do naśladownictwa.

Znając jednak życie już wkrótce przeczytam kolejny skandalizujący artykuł na temat narkotycznych orgii w O.T.O., kolejną książkę o naszych zapędach do przejęcia władzy w Palestynie i kolejną rozprawę naukową wciskającą mi, że O.T.O. to tylko seks oralny, analny i jak Pan Bóg przykazał. Może już warto dać sobie spokój?

 

P.S. 1 Tytuł tego artykułu został zaczerpnięty z epistoły Parzivala (Charlesa Stansfelda Jonesa) do Katherine Talbot z września 1916 e.v.

P.S. 2 Więcej informacji na temat działalności O.T.O. można znaleźć tutaj: www.oto-pl.org.

 

O nieporozumieniach dotyczących O.T.O.

Post navigation